Mecz Barcelony z PSG to już klasyk nowej ery futbolu. Za każdym razem, gdy te dwie drużyny rywalizują ze sobą w Lidze Mistrzów, kibice na całym świecie wstrzymują oddech. Można wręcz powiedzieć, że Barca i PSG napisały dla siebie osobny rozdział, do którego co jakiś czas dopisują kolejne strony, rodem z najlepszych dreszczowców Stephena Kinga.
Niestety dla nas, kiedy wspominamy tę rywalizację, nie sposób pominąć 8 marca 2017 roku. To wtedy świat futbolu na chwilę zwariował, a słowo Remontada (a dla niektórych „La Impossible Remontada”) weszło na stałe do piłkarskiego słownika. PSG rozbiło Barcelonę 4:0 w pierwszym meczu i wydawało się, że sprawa jest zamknięta. Tymczasem na Camp Nou wydarzyło się coś niepojętego i Barcelona wygrała 6:1, co przypieczętowało jej awans do kolejnej fazy rozgrywek. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji – po trzech latach przedstawiciele UEFY uznali, że turecki sędzia Ayetkin nie wywiązał się ze swoich obowiązków w należyty sposób, co było bezpośrednim nawiązaniem do kilku jego decyzji z końcówki tamtego pamiętnego spotkania. Nie zmienia to jednak faktu, że paryżanie nie powinni w ogóle dopuścić do tak wyraźnej porażki.

Kiedy jednak przetrzemy łzy i weźmiemy kilka głębokich oddechów, uświadomimy sobie, że tamten, choć bez wątpienia brutalny, mecz nie definiuje całej rywalizacji Paris Saint Germain z Barceloną. Tym bardziej interesujący jest fakt, że życie lubi przeplatać losy i bawić się w przewrotne scenariusze. Dziś na ławce PSG zasiada Luis Enrique, człowiek, który prowadził Barcelonę właśnie tamtej epickiej nocy. Trener, który doskonale zna DNA klubu, teraz ma sprawić, by jego obecna drużyna na nowo napisała historię i dopisała kolejne zwycięstwo na karcie zmagań z Blaugraną. Dodajmy do tego Neymara, bohatera remontady, który później wybrał Paryż jako nowe miejsce dla swojej kariery, a także Lionela Messiego, wiecznie obecnego w tle tych konfrontacji .To są właśnie te powiązania i koincydencje, które sprawiają, że starcie Barcelony z PSG nigdy nie jest i nigdy nie będzie zwykłym meczem.
Poszerzmy perspektywę jeszcze bardziej. Jak to wyglądało w ostatnich piętnastu spotkaniach? Katalończycy zwyciężyli sześciokrotnie, PSG pięć razy, a cztery mecze kończyły się remisem. W tym miejscu znowu musimy zejść na ziemię. Pozorna równowaga rezultatów nie powinna napawać nas zbytnim optymizmem, bo choć oba zespoły zmagają się z problemami kadrowymi, to Paryżanie zostali „pozbawieni najostrzejszych kłów”.

W kadrze PSG na jutro znalazł się m.in. Vitinha, Fabián Ruiz i powracający po urazie João Neves, co bez wątpienia wzmacnia środek pola Paryżan. To fantastyczna wiadomość, biorąc pod uwagę fakt, że większość spotkań rozstrzygamy właśnie w środkowej tercji boiska. Niestety, w ofensywie paryski arsenał jest mocno przetrzebiony – zabraknie największych bohaterów ostatniego finału Ligi Mistrzów, czyli Ousmane’a Dembélé, Désiré Doué oraz Kvichy Kvaratskhelii. To spora wyrwa, zwłaszcza, że każdy z nich potrafi w pojedynkę odmienić losy meczu. Sytuacja w drużynie z Katalonii również nie jest kolorowa – Hansi Flick nie będzie mógł skorzystać z Raphinhy, Gavi’ego, Fermín Lópeza i Joana Garcii.
Zagramy jutro o godzinie 21:00 (transmisja na Canal Plus Extra 1), na Estadi Olímpic Lluís Companys na wzgórzu Montjuïc. Spotkanie poprowadzi angielski arbiter Michael Oliver — sędzia, z którym PSG ma raczej dobre wspomnienia. Paryżanie wygrali przy jego gwizdku m.in. z RB Salzburg czy Realem Sociedad. Zdarzył się też remis, a jedyna poważna rysa to porażka z Bayernem (0:1 w sezonie 22/23). Bilans układa się więc pozytywnie, co korzystnie wpływa na morale zawodników PSG, w przeciwieństwie do graczy z Hiszpanii – ci wygrali tylko raz, gdy męcz sędziował Anglik.

Jakie są przewidywania na ten mecz? Bukmacherzy uważają, że to Barcelona jest faworytem (kurs na STS 1.85 / 3.60 – PSG). Takie analizy są w pełni uzasadnione, biorąc pod uwagę mnogość i wartość kontuzji w Paryżu, a także wysoką formę oraz atut własnego stadionu Hiszpanów.
Niezależnie jednak od tego, jakim wynikiem zakończy się jutrzejsze spotkanie, jedno jest pewne — kibice dostaną widowisko, w którym historia, emocje i piłkarskie umiejętności zmieszają się w perfekcyjnej proporcji, dając nam cudowny spektakl. Czy Luis Enrique przechytrzy Barcelonę? Jak zaprezentują się titis? Czy Katalończycy wykorzystają atut własnego stadionu? A może tym razem pojawi się nowy bohater, którego nazwisko będziemy odmieniać przez wszystkie przypadki? Jedno jest pewne – od 21:00 futbol znów pokaże, że potrafi pisać fantastyczne scenariusze.
Ostatni mecz z Barceloną (16.04.2024):

