Zdobyte przez Paris Saint-Germain trofeum Pucharu Francji zdołało rozświetlić stolicę na tyle, by otworzyć przed jej klubem drzwi do europejskich rozgrywek. Innymi słowy : paryski sen naprawdę zaczął się spełniać. Nie oznacza to jednak kompletnego braku trudności. Jak zespół poradził sobie debiutując na europejskim podwórku?  W jaki sposób Francis Borelli zarządzał klubem w dalszych latach swojej prezesury? Zanurzmy się w ciąg dalszy opowieści o niewątpliwie najbardziej „romantycznej” erze paryskiej potęgi.

Europo, nadchodzimy!

Paryż jako miasto miał już niewielkie doświadczenie w europejskich pucharach jeszcze przed powstaniem PSG. Zanim Puchar Europy (dzisiejsza Liga Mistrzów) stał się najważniejszą z piłkarskich konkurencji, utworzono kilka innych podobnych turniejów. Jednym z nich był zniesiony w 1971 roku Puchar Miast Targowych, w którym w latach 60., bez większych sukcesów, mierzyły się Stade Français oraz Racing Club de Paris. 

Wizja debiutu Paris Saint-Germain w Europie, a konkretnie w Pucharze Zdobywców Pucharów, wiązała się z ogromnymi oczekiwaniami. Do składu, w celu wzmocnienia, dołączyli między innymi : napastnik Kees Kist, wypożyczony z Tottenhamu pomocnik Osvaldo Ardiles oraz ofensywny pomocnik Safet Sušić. 

Dzięki raportom zebranym przez portal Histoire du PSG możemy bliżej poznać klimat najbardziej emocjonujących, pierwszych „europejskich wieczorów” Paryża. 

Paryski festiwal bramek – PSG kontra Lokomotiv Sofia

Pierwsze spotkanie obydwu drużyn odbyło się w Sofii na stadionie Vasil-Levski dnia 15 września 1982. Źródła opisują ten mecz jako prawdziwy błysk paryskiego potencjału ofensywnego. Choć starcie zakończyło się porażką 0:1, Paryż nie pozostawał bierny i do końca próbował przedrzeć się przez bułgarską obronę, aby wyrównać wynik. To wystarczyło, by z wiarą i nadzieją podejść do rewanżu na Parc des Princes. 

28 września na trybunach obiektu zgromadziło się 32 tysiące kibiców. Nie byli to jednak jedyni widzowie; Francis Borelli dbał bowiem o dobre stosunki z mediami, dzięki czemu spotkania PSG chętnie transmitowano w telewizji.

Drużyna wyjątkowo potrzebowała wsparcia nie tylko z racji debiutu. Jak na ironię losu z powodu kontuzji w składzie brakowało kluczowych zawodników – Thierry’ego Morin, Dominique’a Rocheteau oraz Mustaphy Dahleba. 

Pomimo osłabień, Paryżanie zagrali bardzo efektowne spotkanie. W 20. minucie kapitan PSG Dominique Bathenay otrzymał piłkę od Oswaldo Ardilesa. Francuz zdecydował się na podanie do niekrytego Nambantingue Toko, który, strzelając bokiem, zdobył pierwszego gola wieczoru. Po wznowieniu spotkania bułgarscy piłkarze wyrównali wynik za sprawą Marko Bogdanova. Podopieczni Georges’a Peyroche nie zamierzali się poddać. W 66. minucie Paryż wrócił do gry dzięki niebywałej kapitańskiej determinacji – Bathenay lewą nogą oddał strzał, który zakończył się kolejnym trafieniem (2:1). To nie był jednak koniec prawdziwych emocji; dziewięć minut przed końcowym gwizdkiem Toko strzelił swojego drugiego gola, przypieczętowując zwycięstwo. Swoje bramki w ostatnich dziesięciu minutach meczu strzelili również Michel N’Gom oraz Jean-Claude Lemoult. Paryżanie w spektakularnym stylu awansowali do 1/8 finału. 

Walia i pełne trybuny Parku 

Do konfrontacji z Swansea City piłkarze znad Sekwany podeszli konsekwentnie. Przyzwyczajenie do fizycznej siły i stawianie jej ponad grę techniczną to typowa cecha brytyjskiego futbolu, na którą paryski trener wyjątkowo wyczulił swoich zawodników. 

Przeciwnicy byli bezlitośni. Umiejętnie przemieszczali się z piłką, by jak najczęściej atakować w polu karnym Paryżan; Dominique Baratelli co chwilę musiał bronić uderzenia pięściami. Zdecydowanie nie było to spotkanie Dahleba, który popełniał liczne błędy techniczne. Bohaterem meczu okazał się Toko, któremu dzięki nieustannej pomocy Kista po godzinie gry udało się strzelić jedyną bramkę meczu. 

Rewanż zapisał się w historii jeszcze przed pierwszym gwizdkiem za sprawą najwyższej od momentu powstania klubu liczby widzów na Parc des Princes. Jak podaje Wikipedia, aż 49 575 kibiców przybyło tego wieczoru na obiekt, aby wspierać swoją drużynę. Zwłaszcza iż problem kontuzji nie mijał – do grona nieobecnych należeli Rocheteau, Ardiles oraz Boubacar

Pierwsza bramka padła zaledwie pięć minut po rozpoczęciu, a jej wykonawcą był Kees Kist. Piłkarze Swansea starali się bronić skrzydłami, jednak mieli ku temu zbyt wolne tempo. To właśnie dzięki temu wspomniany wcześniej Kist oraz Toko zyskiwali więcej przestrzeni. W 75. minucie, po błyskotliwym kontrataku i dośrodkowaniu, do wyniku swoje trafienie dodał fenomenalny Luis Fernández. Awans do zaplanowanego na początek marca ćwierćfinału stał się faktem. 

Skład PSG na starcie przeciwko Swansea City. Źródło : Histoire du PSG

Paryska ambicja

Po wyeliminowaniu wcześniejszych przeciwników w poprzednich rundach, determinacja i nadzieja na awans do półfinału były wyczuwalne zarówno wśród piłkarzy, jak i na trybunach. Oczekiwania nieustannie wzrastały – PSG było bowiem jedynym francuskim klubem, któremu w trwającej kampanii udało się dotrwać do tego etapu rozgrywek. Georges Peyroche już na dwa dni przed starciem przeciwko belgijskiemu Waterschei Thor ogłosił skład i wyraził zamiar ofensywnej gry swojej drużyny.

„Nie przebyliśmy tak długiej drogi, żeby się teraz zatrzymać. Czekaliśmy na ten moment zbyt długo, żeby go przegapić”. – wspominał Jean-Marc Pilogret przed spotkaniem. 

Pierwszą połowę spotkania zdominowali Paryżanie. Lemoult, Dahleb oraz Sušić kolejno posyłali strzały na bramkę, lecz bramkarz przeciwników nie pozostawił tego bez interwencji. Wynik spotkania otworzył stojący osiem metrów od bramki Luis Fernández dwie minuty przed końcem pierwszej połowy. Po godzinie gry Fernández ponownie oddał strzał na bramkę, lecz został on odbity przez bramkarza Klausa Pudelko. Zrobił to jednak niezbyt rozważnie – piłkę z łatwością przejął Pilogret, który pospiesznie podwoił wynik spotkania; nie uległ on zmianie do końcowego gwizdka. 

„Jestem bardzo zadowolony, ale mecz rewanżowy będzie prawdopodobnie bardzo trudny, nawet jeśli mamy realną szansę na awans.” – mówił Georges Peyroche. 

Dwubramkowa przewaga nie ułatwia jednak Paryżanom walki o półfinał. W rewanżowym meczu Belgowie rzucili się do ataku już od pierwszych minut. W pierwszej połowie gospodarze zdołali strzelić jedną bramkę. Kolejny, wyrównujący gol dla Waterschei padł w 60. minucie, po rzucie wolnym. Po upływie dziewięćdziesięciu minut, o awansie zadecydować miała dogrywka. Przeciwnicy zapewnili sobie awans do półfinału za sprawą strzału kompletnie niepilnowanego dwanaście metrów od bramki Rolanda Janssena. Niedługo później sędzia wyrzucił z boiska Jean-Claude’a Lemoult oraz Sarra Boubacara.

Paryż zakończył swoje występy w Europie na etapie ćwierćfinałów, co, jak na pierwszy raz w rozgrywkach takiej rangi, niewątpliwie można uznać za sukces. Natomiast na krajowym podwórku po raz pierwszy PSG stanęło na podium tabeli Division 1, zajmując trzecie miejsce z dorobkiem w postaci 47 punktów. Złożyło się na to 20 zwycięstw, 7 remisów oraz 11 porażek. 1982/1983 to również sezon, w którym drużyna obroniła tytuł Pucharu Francji, zdobywając go po pokonaniu Nantes wynikiem 3:2.

Cel – mistrzostwo kraju 

Poza wzrastającą rozpoznawalnością w Europie, największym stricte boiskowym celem PSG stało się zdobycie mistrzostwa kraju. Aby to osiągnąć, Francis Borelli zdecydował się na kilka znaczących, nie tylko kadrowych modyfikacji. 

Przed sezonem 1984/1985 po dziesięciu latach gry skład opuścił Mustapha Dahleb, by dołączyć do OGC Nice. Sezon po jego odejściu nie należał do łatwych. 13. miejsce w D1 i przegrany 0:1 finał Pucharu Francji przeciwko Monaco był sporym potknięciem. Natomiast przygoda w Pucharze UEFA zakończyła się na etapie 1/32 finału. Jednak jak powszechnie wiadomo – „Po burzy zawsze wychodzi słońce”. Jak się okazało, przysłowiowe „słońce” zaświeciło nad Paryżem już w następnym sezonie. 

Pierwszym krokiem była zmiana trenera. Jeszcze przed końcem poprzedniej kampanii Georges Peryoche przekazał stery Gérardowi Houllier. W dalszych działaniach Borelli postawił na konsolidację. W praktyce oznaczało to mieszankę – sprowadzenie kilku doświadczonych zawodników, wraz z jednoczesnym zaufaniem do zawodników młodych, w tym wychowanków klubowej akademii. 

Mimo iż klub opuściły legendy takie jak Bathenay, Toko oraz Baratelli, do składu zawitali między innymi : 

Joël Bats – bramkarz, wcześniejszy zawodnik Auxerre i późniejszy trener PSG

Michel Bibard – prawy obrońca z Nantes; znany był z komicznej umiejętności naśladowania gwizdka sędziego, czym przyciągnął uwagę kibiców

Pierre Vermeulen – lewy skrzydłowy, grający wcześniej w MVV Maastricht. Podczas dwuletniej przygody w Paryżu strzelił tylko jednego gola 

Nowym kapitanem został Luis Fernández. 

Paryżanie mistrzami Francji 

Pomimo wielu intrygujących starć, które rozegrało PSG w sezonie 1985/1986, za najważniejszy uchodzi mecz przeciwko ostatniej w ligowej tabeli SC Bastia z 25 kwietnia 1986. To właśnie tego dnia dwie fenomenalne główki Roberta Jacques i wykonany niskim strzałem rzut karny Luisa Fernandeza przypieczętowały tytuł mistrzowski.

Statystyki ligowe klubu nigdy wcześniej nie wyglądały tak pięknie. 23 zwycięstwa, 10 remisów i zaledwie 5 porażek dały łącznie 56 punktów (w tamtych czasach przyznawano dwa punkty za zwycięstwo oraz jeden punkt za remis) i upragnione pierwsze mistrzostwo kraju. Zespół mógł pochwalić się również najskuteczniejszym atakiem w całej Division 1, zdobywając łącznie 66 bramek. Najwięcej z tej liczby, bo aż 20, zdobył Dominique Rocheteau. Istotnym osiągnięciem jest również seria 26 meczów bez porażki. 

Zawodnicy PSG po zdobyciu mistrzostwa Francji. Źródło : L’Equipe

Paryski rywal? 

Rozwój Paris Saint-Germain za czasów prezesury Borelliego nie pozostawał niezauważalny wśród władz paryskich klubów grających na niższych szczeblach. Podczas gdy Paris FC zwyczajnie nie mógł rywalizować z PSG ze względu na grę w niższych ligach, wolę walki wyraził Matra Racing – dawny Racing Club de Paris. Celem klubu „kreowanego” przez biznesmena Jean’a-Luca Legardère stała się dominacja w Paryżu i zostanie realnym zagrożeniem dla innych francuskich gigantów. Jednak pomimo epizodu w Division 1, duża ilość środków właściciela nie dała klubowi oczekiwanego spełnienia. Można stwierdzić, że w tej nietypowej sytuacji PSG obroniło się swoją niepowtarzalną, dojrzewającą przez kilkanaście lat tożsamością.

Kłopoty w Parku Książąt 

Po miesiącach radości związanej z wyczekanym triumfem nadszedł czas na zderzenie z rzeczywistością. Z klubu stopniowo odchodzili kluczowi zawodnicy, a o następców z jednakowymi umiejętnościami nie było łatwo. Pomimo indywidualnych błysków graczy takich jak Jules Bocandé, Vahid Halilhodžić czy Gabriel Calderón, w składzie brakowało mistrzowskiej regularności. Wspomniana wcześniej rywalizacja z Matra Racing oraz narastająca presja na osiąganie nowych (głównie europejskich) celów również pozostawiły ślad na strukturze przyjętej w klubie. Ligowego sukcesu z 1986 roku nie udawało się powtórzyć. Przez pięć kolejnych kampanii Paryżanie zajmowali kolejno 7., 15., 2., 5. i 9. miejsce w tabeli D1. W Pucharze Francji również nie udało się sięgnąć po trofeum. Zatem…co dalej z paryskim marzeniem?

Niezadowalające wyniki, skargi kibiców, ale przede wszystkim narastające problemy finansowe zmusiły Francisa Borelliego do radykalnych kroków – zdecydował się sprzedać PSG w maju 1991, kiedy to Canal+ zaprezentowało przystępną ofertę. Tylko takie działanie było w stanie uchronić przed bankructwem budowany latami z ogromną czułością projekt zakochanego prezesa.

Niezapomniany 

Pomimo trudnego zakończenia tej trwającej trzynaście lat ery, Francis Borelli na zawsze zapisał się w sercach paryskich kibiców jako postać, która nadała ich klubowi duszę. Jego miłość do samej w sobie piłki nożnej nie znała granic, dlatego po bolesnym odejściu z Paryża został mianowany prezesem AS Cannes. Zmarł 2 października 2007 roku po długiej chorobie. Mimo to Parc des Princes wciąż pamięta jego wpływ; jedna z trybun od 2008 roku nosi jego imię – „Tribune Borelli”.

Upamiętniająca oprawa kibiców PSG. Źródło : virage.paris

„PSG to moja miłość, to moja pasja. Wszystko w Paris Saint-Germain mnie zachwyca. Mam ochotę powiedzieć, że często jestem smutny. Doświadczyłem wspaniałych, niezwykłych chwil, ale to prawda, że teraz czuję się nieswojo, bo wiem, że nigdy więcej nie będę mógł pracować, bawić się ani żyć z PSG. Czasami jestem smutny, czasami bardzo szczęśliwy.” – mówił Borelli w wywiadzie w 2000 roku.

Podsumowanie

Dotarliśmy do momentu, w którym bezwarunkowa miłość, pasja oraz oddanie musiały ustąpić miejsca racjonalnemu, chłodnemu podejściu, pozbawionemu emocjonalnego przywiązania. Nowi właściciele, poza sytuacją finansową, zamierzali zadbać również o medialny wizerunek Paris Saint-Germain. Nowy rozdział w historii klubu okazał się nieunikniony. Pomimo wszystko, ta  wyjątkowa era nakłania do refleksji nad prawdziwym sensem futbolu – niekiedy wielkie historie wcale nie potrzebują regularnych sukcesów ani nieskończonych środków, a jedynie wiary jednego człowieka, który w imię własnych idei gotów jest poświęcić całą swoją przestrzeń.