PSG jest bliskie sfinalizowania pierwszego zimowego transferu. Dro Fernandez jest już w Paryżu, gdzie dopinane są ostatnie szczegóły jego umowy z „Les Parisiens”.
O zainteresowaniu Paryżan usługami utalentowanego 18-latka słyszało się od początku roku. Pomimo założonego planu rozwoju w FC Barcelonie młody zawodnik nie był przekonany do projektu i zaczął poszukiwać nowego zespołu. Oznajmił wszem i wobec, że odchodzi z Dumy Katalonii wybierając grę dla PSG. To miał być ogromny cios dla Hansiego Flicka.
Niemiec, który wiązał z nim duże nadzieje czuł rozczarowanie, jeśli wierzyć mediom po informacji o odejściu miał wyprosić go z szatni. Oczywiście wciąż to niepotwierdzone doniesienia, jednak pokazują jak bardzo trafiło to niemieckiego szkoleniowca. Sam Dro wczoraj wieczorem wsiadł do samolotu, którym udał się bezpośrednio do stolicy Francji zamykając rozdział gry w Dumie Katalonii.
Sprawa nieco się przeciągała bowiem PSG usiadło do negocjacji z Barceloną. Chcieli lekkiej zmiany umowy i… podwyższenia opłaty za Fernandeza. Początkowo mówiło się o kwocie widniejącej w klauzuli – 6 milionów. Ostatecznie zdaniem hiszpańskich mediów ma wynieść 8 milionów. Skąd ta zmiana? Było to bowiem opłacalne dla obu stron.
PSG dzięki temu może uniknąć płacenia wysokich podatków i rozbić cenę na raty. Barcelona z kolei zarobi więcej i będzie mogła skuteczniej zrekompensować odejście Dro. Dziś Hiszpan ma przejść testy medyczne i oficjalnie złożyć podpis pod kontraktem. Ma on trwać do czerwca 2030 roku. Rozczarowania nie takim obrotem spraw nie kryje również Joan Laporta.
W wywiadzie dla Catalunya Radio tak to skomentował. – „On ogłosił, że nie będzie kontynuował gry w Barcelonie. Była to nieprzyjemna sytuacja. Będziemy w stanie przekierować tę sytuację względem tego, co było planowane, ale była ona niespodzianką, ponieważ mieliśmy uzgodnione inne rozwiązanie z Dro, kiedy tylko skończy 18 lat, i, co zaskakujące, jego agent powiedział nam, że nie będziemy w stanie wywiązać się z tego, co uzgodniliśmy” – przyznał.

