Niestety, po trzech nieuznanych bramkach, bombardowaniu bramki Sportingu i dominacji w meczu nie udało się wygrać w Lizbonie. Musimy pogodzić się z porażką 1:2.

W świecie futbolu od kilku lat funkcjonuje przekonanie, że zespoły prowadzone przez Luisa Enrique pokazują swoje najlepsze oblicze w drugich częściach sezonów. Początek 2026 roku zdawał się potwierdzać tę teorię. Paris Saint-Germain wygrało prestiżowe derby z Paris FC, a także sięgnęło po Trophée des Champions, pokonując ekipę Roberto De Zerbiego.

Niestety, ostatnie dni brutalnie zweryfikowały optymizm kibiców z Parc des Princes. Najpierw przyszła sensacyjna porażka z Paris FC w Pucharze Francji, a we wtorkowy wieczór Paryżanie polegli w Lidze Mistrzów ze Sportingiem Lizbona. I to w wyjątkowo bolesnych okolicznościach.

Na Estádio José Alvalade PSG od pierwszych minut narzuciło swoje warunki gry. Zespół Luisa Enrique kontrolował posiadanie piłki, częściej atakował i regularnie gościł pod bramką Rui Silvy. Bramkarz Sportingu aż czterokrotnie wyciągał piłkę z siatki, lecz tylko jedno trafienie zostało uznane.

Autorem jedynego prawidłowego gola dla PSG był Chwicza Kwartskhelia. Trzy pozostałe bramki Paryżan padły po strzałach z pozycji spalonych, co wyraźnie frustrowało zarówno zawodników, jak i szkoleniowca mistrzów Francji. Skalę dominacji PSG idealnie oddaje poniższa grafika.

Statystyki meczu

Sporting Lizbona – PSG / Źródło: Google

Sporting był konkretniejszy

Niestety dla Paryżan, to gospodarze pokazali, na czym polega piłkarski pragmatyzm. Podopieczni Rui Borgesa nie potrzebowali wielu okazji. Kiedy już przedostawali się pod bramkę Lucasa Chevaliera, niemal zawsze stwarzali realne zagrożenie.

Bohaterem spotkania został Luis Suárez, który zdobył oba gole dla Sportingu. Szczególnie bolesne dla PSG było drugie trafienie, strzelone w doliczonym czasie gry, które przekreśliło marzenia Paryżan o choćby jednym punkcie i przed ostatnią kolejką skomplikowało sytuację podopiecznych Luisa Enrique.

Cieniem na całym spotkaniu kładzie się występ Lucasa Chevaliera. Francuski bramkarz od kilku tygodni znajduje się na celowniku kibiców PSG, którzy krytykują go za brak pewności siebie i niewystarczającą mentalność do gry w klubie tej rangi.

Warto przypomnieć, że Chevalier niespodziewanie zastąpił w bramce Gianluigiego Donnarummę, który latem przeniósł się do Manchesteru City i od razu stał się podstawowym golkiperem drużyny Pepa Guardioli. Od tego momentu sympatycy PSG regularnie wypominają 24-latkowi błędy, a po meczu w Lizbonie wielu obarcza go winą szczególnie za drugiego gola Suáreza.

Warto jednak zaznaczyć, że Chevalier wciąż uchodzi za jednego z najbardziej perspektywicznych bramkarzy młodego pokolenia, co potwierdził już kilkukrotnie w tym sezonie, m.in. w prestiżowym starciu z Olympique Marsylia. Dodatkowo, zapisywanie obu bramek jedynie na konto francuskiego goalkeepera byłoby niesprawiedliwe. W tym miejscu należy wykazać się pokorą i przyznać, że przy trafieniach Kolumbijczyka cała defensywa PSG wykazała się lekką nonszalancją.

Trener po meczu w Lizbonie

Z goła inną optykę na spotkanie ze Sportingiem Lizbona ma trener PSG, Luis Enrique. Zaznacza, że we wczorajszym starciu to właśnie Paryżanie byli drużyną zdecydowanie lepszą, a sam wynik jest niesprawiedliwy.

Wynik jest rozczarowujący, to wstyd. Widziałem tylko jedną drużynę w całym meczu. Byliśmy lepsi od przeciwnika, który był bardzo dobry. To rozczarowujące, bo to niesprawiedliwe, trudno teraz mówić o piłce nożnej. Gówniany futbol – mówił w konferencji pomeczowej Luis Enrique.

Po porażce w Lizbonie Paris Saint-Germain z dorobkiem 13 punktów zajmuje 5. miejsce w tabeli Ligi Mistrzów i wciąż nie jest pewne bezpośredniego awansu do 1/8 finału. O wszystkim zdecyduje ostatnia kolejka fazy ligowej, w której PSG zmierzy się Newcastle United na Parc des Princes. Spotkanie odbędzie się w środę, 28 stycznia, o godzinie 21:00.

Sporting – PSG / Źródło: Canal + Sport, YouTube