Gdy wydawało się, że PSG jedyne na co może liczyć w tym starciu to remis, zaskoczyło wszystkich. Grając w osłabieniu udało się odwrócić losy spotkania i wywieźć ze wschodu bardzo cenne trzy punkty.

Paryżanie do tego spotkania przystępowali w nienajlepszych humorach. Po remisie z Newcastle wypadliśmy poza czołową ósemkę Ligi Mistrzów, poza tym nasza gra od pewnego czasu nie przypominała ani trochę sezonu 24/25. Brakowało nam pewności siebie, dokładności a przede wszystkim skuteczności. W dość nietęgich nastrojach więc udaliśmy się na wschód kraju, gdzie zmierzyliśmy się z zawsze niebezpiecznym RC Strasbourg.

Ekipa Gary’ego O’Neila znajdowała się na fali wznoszącej notując trzy kolejne zwycięstwa z rzędu. Grali też na swoim boisku co dawało im sporą przewagę i zapewniało emocje. Tych faktycznie nie brakowało już od początku spotkania. Bardzo szybko bowiem sędzia został zmuszony do podjęcia trudnych decyzji. W polu karnym piłkę ręką odbił bowiem Marquinhos i arbiter zmuszony był odgwizdać „jedenastkę”.

Piłkę uderzył najlepszy strzelec zespołu – Joaquin Panichelli i… Matfey Safonov obronił jego strzał! Po raz kolejny udowodnił, że w rzutach karnych czuje się on jak ryba w wodzie. To dodało skrzydeł paryżanom co przełożyło się na wynik. Niedługą chwilę później bowiem na 1:0 trafił Senny Mayulu wykorzystując nieporozumienie w obronie gospodarzy. Długo jednak nie nacieszyliśmy się prowadzeniem, bo już po pięciu minutach do remisu doprowadził Guela Doue – brat Desire.

„Powtórka z rozrywki” zakończona happy-endem

Zaczął więc powoli uskuteczniać się klasyczny obraz meczu PSG z ostatnich tygodni. Szybka bramka i zupełne rozprężenie, do końca pierwszej połowy wynik nie uległ jednak zmianie. Śmiało można aczkolwiek stwierdzić, że spotkanie to było stosunkowo wyrównane, jeśli spojrzeć na statystyki. Naturalnie PSG posiadało piłkę przez większość czasu, jednak nie wynikało z tego nic specjalnego.

Również po przerwie gospodarze bardzo skutecznie się bronili. Wykorzystywali błędy w rozegraniu ekipy Luisa Enrique i starali się strzelić zwycięską bramkę. O dziwo w drugiej części meczu konkretniejsze było PSG, konsekwentnie coraz to mocniej przyciskali rywali, niestety przez długi czas bezskutecznie. Szanse na gola spadły praktycznie do zera gdy za faul czerwoną kartkę otrzymał Achraf Hakimi.

Sędzia potrzebował chwili do namysłu, oraz interwencji VAR, aby podjąć tę decyzję. Ostatecznie jednak żółty kartonik zamienił na czerwony i zrobiło się nerwowo. Paradoksalnie właśnie ta czerwona kartka dała nam zwycięstwo. Gospodarze poczuli bowiem krew i ruszyli do bardziej zmasowanych ataków co dawało szansę na kontratak. Po jednym z nich piłkę otrzymał Zaire-Emery i kapitalnie obsłużył Nuno Mendesa.

Błąd popełnił też Mike Penders, który minął się z piłką dając pozycję do czystego strzału Portugalczykowi. On nie mylił się z okolic dziesiątego metra i rzutem na taśmę PSG wyszło na prowadzenie. Prowadzenie, którego nie oddało do końca spotkania. Czy zasłużyliśmy na to zwycięstwo? Nie. Czy ten mecz dał nadzieję na lepszą grę? Również nie. Trzech punktów nikt nam jednak nie zabierze. Aczkolwiek z taką grą możemy zapomnieć o rywalizacji w Lidze Mistrzów…