Paris Saint-Germain zakończyło sezon w sposób godny drużyny, która przez ostatnie miesiące dyktowała tempo w światowym futbolu. Na Ahmad bin Ali Stadium w Al Rayyan w Doha mistrzowie Francji sięgnęli po Puchar Interkontynentalny, pokonując Flamengo po serii rzutów karnych. Po 90 minutach gry na tablicy wyników widniał remis 1:1, ale w konkursie jedenastek triumfator mógł być tylko jeden i była to właśnie drużyna prowadzona przez Luisa Enrique.

Bez wątpienia największym bohaterem spotkania był goalkeeper z Paris Saint-Germain. To wieczór, który na długo zostanie zapamiętany przez Matveya Safonova, a także bez wątpienia zapisze się w bogatej historii PSG. Rosyjski bramkarz obronił aż cztery rzuty karne, praktycznie w pojedynkę wygrywając konkurs jedenastek. Jego występ był nie tylko kluczowy dla końcowego triumfu, ale stał się też symbolicznym sygnałem wysłanym do hiszpańskiego szkoleniowca. Safonov jest obecnie realną i bardzo poważną konkurencją dla Lucasa Chevalliera. Warto nadmienić, że drugi bramkarz paryżan najprawdopodobniej nabawił się kontuzji dłoni, a mimo tego nadal pewnie stał na straży paryskiej bramki.

Sam mecz w regulaminowym czasie gry był niemal jednokierunkowy pod względem statystyk. PSG dłużej utrzymywało się przy piłce, częściej gościło pod polem karnym rywala i kontrolowało tempo gry. Brakowało jednak tego, co najważniejsze, czyli skutecznej finalizacji.

Co prawda już w pierwszej połowie paryżanie mogli prowadzić po trafieniu Fabiana Ruiza, jednak gol nie został uznany. Przewaga PSG w końcu znalazła odzwierciedlenie w wyniku, gdy do siatki Flamengo trafił Kvicha Kvaratskhellia, który podtrzymuje dobrą dyspozycję z ostatnich spotkań.

Flamengo przetrwało napór i w 61. minucie doprowadziło do wyrównania. Jorginho pewnie wykorzystał rzut karny, nie dając Safonovowi szans przy strzale z jedenastu metrów. Brazylijczycy złapali oddech, a finał nabrał dramaturgii.

Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a seria rzutów karnych zamieniła się w popis bramkarza PSG. Safonov zamknął rywalom drogę do trofeum, a piłkarze Luisa Enrique mogli cieszyć się z kolejnego zwycięstwa.

Szósty puchar w roku stał się faktem. PSG nie tylko wygrało kolejny finał, ale potwierdziło to, co było wiadome co najmniej od końca maja br., czyli fakt, że ten sezon przebiegał pod dyktando paryżan.

Źródło: DAZN / YouTube