NAJLEPSZA DRUŻYNA EUROPY!

Niech ten sen trwa dalej. Nie chcemy się budzić. Co możemy więcej powiedzieć. JESTEŚMY NAJLEPSZĄ DRUŻYNĄ EUROPY! PO RAZ DRUGI Z RZĘDU! Już nie mamy czego się wstydzić. Luis Enrique zrobił z PSG topową drużynę Europy. Dziękujemy.

Przyznamy się otwarcie, jeszcze nie do końca do nas to dociera. Być może dlatego, że ilość alkoholu przyjęta przez nas wczorajszego wieczoru, po zwycięstwie, była zbyt duża. Jest jednak co świętować. PSG zostało kolejną drużyną w historii, która potrafiła obronić tytuł. Tym samym Luis Enrique potwierdził bardzo jasno, że problemem klubu był Kylian Mbappe. Francuz może jest genialnym piłkarzem, jednak mistrzami zostaje się monolitem, drużyną, nie indywidualnościami.

Trzeba jednak przyznać, że Arsenal potrafił solidnie nastraszyć PSG. Zaczęli tak jak z pewnością sobie to wymarzyli. Już w piątej minucie spotkania z kontratakiem w którym sam na sam z Safonovem wyszedł Kai Havertz. Po wejściu w pole karne odpalił prawdziwą torpedę „pod ladę” i nie dał szans rosyjskiemu bramkarzowi. Paryscy kibice zamarli, zdawali sobie sprawę z tego, że kiedy Arsenal wychodzi na prowadzenie to ciężko im je odebrać. To jednak PSG Luisa Enrique, które nie poddaje się pomimo przeciwności.

W kolejnych minutach paryżanie próbowali zagrozić bramce Rayi, jednak skomasowana obrona Arsenalu była trudna do pokonania. Skrzydłowi mieli ogromny problem z rozpędzeniem się, bo za każdym razem dwóch piłkarzy asekurowało się wzajemnie. Plan „Kanonierów” był jasny, bronić zdobytej przewagi. W pierwszej połowie im się to udało, dodatkowo paryżanie nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce angielskiej ekipy. Wyglądało to bardzo blado jeśli chodzi o PSG.

Po przerwie w której z pewnością piłkarze usłyszeli ciężkie słowa od Luisa Enrique ruszyli do odrabiania strat. W drugiej części Arsenal już praktycznie nie istniał. Wciąż jednak mieli przewagę jednego gola, którego trzymali się z całą swoją mocą. Na błędy swoich piłkarzy nie mogli jednak mieć wpływu. To właśnie w takiej sytuacji stracili bramkę na 1:1. W połowie drugiej części spotkania – dokładnie w 65 minucie – Cristian Mosquera ewidentnie faulował Khvichę Kvaratskhelię i sędzia podyktował rzut karny.

Jedna akcja dała nadzieję

Do piłki podszedł Ousmane Dembele, który w najważniejszym karnym sezonu nie mylił się i pokonał Rayi’ę. Paryżanie potwierdzili, że to jeszcze nie koniec meczu. Zabawa rozpoczęła się od nowa. Drugiej bramki, pomimo ogromnej przewagi PSG, nie zobaczyliśmy ani w końcówce podstawowego czasu, ani w dogrywce. Po 10 latach o zwycięstwie w Lidze Mistrzów miały zadecydować rzuty karne. Tam najpierw na prowadzenie, chwilowo, wyszło PSG po spudłowanym karnym Eberechiego Eze.

Chwilę później jednak nadzieje Arsenalu utrzymał Raya, który obronił karnego Nuno Mendesa. Ostatnie słowo należało mimo wszystko do PSG. Pomimo braku Dembele czy Kvaratskhelii paryżanie już się nie mylili. O wszystkim zadecydowała piąta seria karnych. Tam trafił Lucas Beraldo a Gabriel solidnie przestrzelił i nasze błagania zostały wysłuchane – PSG wygrało po raz drugi z rzędu Ligę Mistrzów. Jak już wspomnieliśmy, CHWILO TRWAJ! Co za piękny czas, aby być fanem paryskiego giganta.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *