Pierwszy mecz, pierwsze trofeum! Tak można zaczynać każdy sezon!
Drużyna dopiero wdraża się do gry, połowa niedawno wróciła z wakacji i miała za sobą tylko kilka treningów. Do meczu podchodziliśmy więc zupełnie nieprzygotowani. To jednak nie przeszkodziło nam w ostatecznym zwycięstwie i obronie Superpucharu Europy. Lepiej nie mogliśmy zacząć tego sezonu!
Luis Enrique miał niemały orzech do zgryzienia. Widział, że połowa jego zawodników nie jest gotowa do gry i z tego względu grali ci, którzy na Mistrzostwach Świata zagrali mało, albo w ogóle. Najwięcej zależeć miało od Kvaratskhelii, który nie był obecny na Mundialu i był bardzo świeży. Szansę dostał też Akliouche a w środku postawiliśmy i tak na sprawdzony skład – Warren, Vitinha, Joao Neves. Podobnie obronie, gdzie zagrali Hakimi, Nuno, Pacho i Marqui.
Już od pierwszych minut było widać, że zawodnikom brakuje rozegrania i treningów. Wiele niedokładnych podań, strat i złych decyzji z których Villa potrafiła wyprowadzić groźne ataki. Głównie ich ataki opierały się na prawdziwym czołgu w środku ataku – młodym Brianie Madjo. Miał kilka dobrych sytuacji w których powinien wręcz trafić do siatki. Nasi obrońcy nie mieli zupełnie pomysłu na jego neutralizację.
Choć to Villa lepiej prezentowała się wizualnie to my wyprowadziliśmy pierwszy cios. Wydarzyło się to za sprawą właśnie Kvary, który zszedł na prawą nogę na skraju pola karnego, minął Casha i uderzył nie do obrony dla Bizota. 1:0 dla PSG. Od tamtej chwili nieco ożyliśmy, powinniśmy trafić na 2:0, jednak piłka przeszła prostopadle przez całe pole karne i nikt nie był w stanie wykończyć tego podania.
Pod koniec pierwszej połowy to jednak Villa miała ostatnie słowo. Brian Madjo dał popis swojego zmysłu strzeleckiego. Otrzymał podanie od McGinna, przepchnął Pacho i uderzył „pod ladę” Safonovowi nie dając mu najmniejszych szans. Zapowiadało się na to od dłuższego czasu i ostatecznie dopięli swego. Na przerwę schodziliśmy więc remisując 1:1 i wszystko mogło się wydarzyć.
Na drugą połowę nie wybiegł już Akliouche, który był zupełnie niewidoczny w pierwszej części meczu. Zastąpił go Dembele i z pewnością dał impuls, choć widać było brak pewności siebie. Niemniej to my lepiej weszliśmy w drugą połowę. Szukaliśmy swoich szans i znaleźliśmy ją po kolejnym błędzie Casha. Złamał linię spalonego co wykorzystał Doue i wyprowadził nas na prowadzenie strzałem po długim słupku.
Wtedy to Unai Emery zdecydował się na zmiany w swoim zespole. Na boisku pojawili się Abraham, Bogarde i Alysson. My mieliśmy w głowie już tylko jedno – bronić wynik. Mniej więcej od 72 minuty to Villa dochodziła do głosu i aktywniej atakowała naszą bramkę. Ich ataki coraz bardziej się zazębiały, jednak nasza obrona, często bardzo chaotycznie, potrafiła zneutralizować zagrożenie. Czas mijał a my czekaliśmy już tylko na koniec spotkania. Dotrwaliśmy, wygraliśmy 2:1 zdobywając pierwsze trofeum w sezonie 26/27. Miejmy nadzieję, że to początek kolejnej pięknej historii!
