Przed nami jedno z najciekawszych starć nadchodzącej kolejki Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain podejmie na Parc des Princes niepokonany w tych rozgrywkach Tottenham Hotspur. Obie drużyny wchodzą w ten mecz w zupełnie innych nastrojach, co tylko podkręca temperaturę widowiska. W tym miejscu warto wspomnieć, że w ostatnim ligowym starciu PSG zaprezentowało się z dobrej strony, pewnie pokonując Le Havre 3:0. Spurs natomiast przylecą do Paryża w zdecydowanie innej atmosferze – „Koguty” zanotowały bolesną porażkę 1:4 z Arsenalem w derbach północnego Londynu. Potyczka z „Kanonierami” obnażyła defensywne mankamenty podpoiecznych trenera Franka i pokazała, że mimo świetnego startu sezonu wciąż mają nad czym pracować.
Pamiętajmy jednak, że forma w spotkaniach ligowych nie zawsze przekłada się na Ligę Mistrzów. Tottenham pozostaje jedną z najbardziej solidnych drużyn fazy grupowej – jeszcze nie przegrał i imponuje organizacją gry, balansując między pragmatyzmem a intensywnością charakterystyczną dla drużyn z Premier League. PSG z kolei przystępuje do meczu po przegranej z rewelacyjnym w tym sezonie Bayernem Monachium. Paryżanie potrzebują zatem mocnego występu, by wrócić na właściwe tory i nie dopuścić do nerwowej końcówki fazy grupowej.
Ostatni oficjalny mecz PSG ze Spurs odbył się w sierpniu br. w finale Superpucharu Europy. Wówczas, po pełnym emocji widowisku, górą byli paryżanie i po serii rzutów karnych finalnie podnieśli pierwszy tytuł w tym sezonie. Tamten mecz pokazał, jak blisko siebie pod kątem sportowym są obie drużyny i jak niewiele trzeba, by szala zwycięstwa przechyliła się w jedną ze stron.
Tottenham zaliczył bardzo dobry początek sezonu, jest jak dotąd niepokonany w Lidze Mistrzów. Większość ich zawodników była na zgrupowaniu reprezentacji. To silna drużyna, a mecz nie będzie przypominał Superpucharu Europy. Chcemy dominować. Będzie ciężko, ale gramy na Parc des Princes – powiedział Luis Enrique na konferencji przedmeczowej. Słowa hiszpańskiego szkoleniowca pokazują skalę trudności jutrzejszej rywalizacji, ale także pewną wiarę w to, że paryska drużyna, zwłaszcza u siebie, potrafi narzucić przeciwnikowi swoje warunki.

Środowe spotkanie może mieć również symboliczny wymiar. Jeśli Marquinhos pojawi się jutro na murawie, rozegra swój 500. mecz dla PSG. Będzie to osiągnięcie wyjątkowe, stawiające go w gronie absolutnych legend piłkarskich, zarówno we Francji, jak i na świecie. Potencjalne pojawienie się na boisku potwierdzi dodatkowo, że Brazylijczyk jest już w pełni zdrów, czego nie można powiedzieć o innych zawodnikach francuskiego klubu.
Z Tottenhamem na pewno nie zagrają Achraf Hakimi oraz Desire Doué, co wyraźnie osłabia dynamikę PSG w sekcji ofensywnej. Z drugiej strony kibiców może ucieszyć informacja, że na ławce rezerwowych prawdopodobnie pojawi się zdobywca tegorocznej Złotej Piłki – Ousmane Dembélé, który wraca do zdrowia po urazie.
Pierwszy gwizdek w środę (26.11) o 21:00. Transmisja w Canal + Extra 5.

