Czwarty mecz bez zwycięstwa. Monaco zwycięża 2:1
Spotkanie z Monaco na Parc des Princes początkowo wydawało się powrotem do uwielbianego przez kibiców dynamicznego i konkretnego stylu gry. Piłkarze Luisa Enrique wyszli na boisko pewni siebie i gotowi na przełamanie dotychczasowej sytuacji ligowej. Wynik okazał się jednak sporym zaskoczeniem.
Tempo i dominacja
Już od pierwszych minut PSG ruszyło do ataku. Pierwszy groźny strzał oddał Désiré Doué w 8. minucie. Bardzo aktywny był również były zawodnik Monaco – Maghnes Akliouche, który wielokrotnie szukał okazji do zdobycia pierwszej bramki lub zanotowania asysty w nowych barwach.
Goście, mimo utrzymywania odpowiedniego tempa, mieli problemy ze znalezieniem przestrzeni i kreowaniem dokładnych podań. Sytuacji nie ułatwiała im dobrze zorganizowana defensywa Paryżan.
Strzał kapitana
Spotkanie otworzyło się w 31. minucie. Po dośrodkowaniu Khvichy Kvaratskhelii do piłki doskoczył Marquinhos, który skierował ją do siatki klatką piersiową. PSG objęło prowadzenie, a kolejne minuty tylko utwierdzały w przekonaniu, że gospodarze są na dobrej drodze do pierwszego zwycięstwa w sezonie.
Kłopoty paryskich zawodników rozpoczęły się w 58. minucie. Jordan Teze próbował dośrodkować z prawej strony, aż w końcu znalazł w polu karnym Flávio Nazinho. Portugalczyk uderzeniem głową pokonał Matveya Safonova i doprowadził do wyrównania.
Sytuacja na boisku nakłoniła Luisa Enrique do pierwszych zmian w 63. minucie. Doué został zastąpiony przez Ferrana Torresa, natomiast w defensywie Warren Zaïre-Emery ustąpił miejsca Lucasowi Hernándezowi. Chwilę później plac gry opuścili również Kvaratskhelia i Akliouche. W ich miejsce pojawili się Mika Godts oraz Ousmane Dembélé.
Modyfikacje nie przyniosły jednak zamierzonego efektu. W 72. minucie Aleksandr Golovin odnalazł Stanisa Idumbo. Belg minął Marquinhosa i mocnym uderzeniem przy bliższym słupku wyprowadził gości na prowadzenie. Co istotne, Monaco potrzebowało zaledwie dwóch celnych strzałów, aby zdobyć dwie bramki.
Gonitwa za bramką
Końcówka meczu to szybkie próby gospodarzy i coraz bardziej nerwowy pressing. Chwilą nadziei dla paryskich kibiców okazała się bramka Ferrana Torresa w 84. Minucie, jednak asystujący przy trafieniu Ousmane Dembélé został przyłapany na wyraźnej pozycji spalonej.
PSG do końca próbowało odwrócić losy spotkania. Jedocześnie w doliczonym czasie gry kolejną świetną interwencją popisał się Lukáš Hrádecký, który zatrzymał próbę Dembélé. Wyniku nie udało się już odrobić.
Paris Saint-Germain wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w Ligue 1. Po trzech kolejkach mistrzowie Francji mają na koncie zaledwie dwa punkty i zajmują 12. miejsce w tabeli.
Na kolejne spotkanie Paryżanie nie będą musieli długo czekać. Już 9 września na Parc des Princes PSG rozpocznie rywalizację w Lidze Mistrzów, podejmując Slovan Bratislava.
