Zanotował debiut w Ligue 1: „Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy”.
Kontuzja Lucasa Chevaliera oraz odpoczynek Matfeya Safonova spowodował, że PSG w spotkaniu z Lorient postawiło na młodego Włocha – Renato Marina. Dla niego był to debiut w Ligue 1, który przebiegł poprawnie, ale bez fajerwerków. Niemniej jest bardzo zadowolony z otrzymanej szansy.
Do zespołu PSG dołączył w sezonie 2025/2026 kiedy to zastąpił odchodzącego z zespołu Arnau Tenasa. Przewidywalny był do gry jako trzeci bramkarz, zaraz za Matfeye’m Safonovem. Nie było mu więc dane zbyt wiele razy pojawić się na boisku, czekał jednak na swoje szanse i je otrzymał. Najpierw w wygranym 4:0 spotkaniu z Fontenay-Foot w Pucharze Francji, teraz w Ligue 1, gdzie zagrał w meczu z Lorient. Najpewniej nie on otrzymałby szansę, jednak Chevalier doznał kontuzji i to on stanął między słupkami.
Nie można w żaden sposób zarzucić mu, że to przez niego PSG jedynie zremisowało to starcie. Na jego bramkę oddano trzy celne strzały. Dwa zakończyły się trafieniami, jednak nie za wiele miał przy nich do powiedzenia. Raz natomiast uratował nas w końcówce spotkania broniąc strzał niebezpiecznego Aiyeguna Tosina co zaważyło na remisie. Mecz więc poprawny, bez fajerwerków, ale również bez znaczących błędów. Przewaga nad Lens również pozostała bez zmian także zdecydowanie udany debiut Marina.
Sam młody Włoch nie ukrywa, że długo czekał na tę szansę i cieszy się, że w końcu ją otrzymał. „Myślę, że to dla mnie niesamowita chwila. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, ciężko na to pracowałem i dziękuję za tę chwilę. Będę dalej ciężko pracował. Żaden mecz nie jest łatwy, a każdy rozgrywany jest na wysokim poziomie. Musimy grać bardzo dobrze w każdym spotkaniu. Zostały nam cztery lub pięć meczów i będziemy musieli wygrać je wszystkie”. – przyznał.
Na tym jednak najpewniej jego udział w tym sezonie dobiegnie końca. Przed nami trzy kluczowe mecze w Ligue 1 i najważniejszy mecz sezonu – rewanżowe starcie z Bayernem Monachium. Jest mało prawdopodobne, aby Marin pojawił się więc na boisku. Niemniej warto mieć takiego zawodnika, który nie narzeka, robi swoje i czeka na szansę. Szczególnie, że jak widać jest za nie bardzo wdzięczny.
