Geniusz taktyczny Enrique zadecydował! PSG w finale Ligi Mistrzów!
Nie było to już tak widowiskowe spotkanie jak to, które mieliśmy przyjemność oglądać w Paryżu. Ostatecznie jednak ta jedna bramka zaliczki z którą przyjechaliśmy na Allianz Arene okazała się kluczowa. W Bawarii padł bowiem wynik 1:1 a zawdzięczamy to ogromnemu poświęceniu piłkarzy i geniuszowi taktycznemu Luisa Enrique. Mamy finał!
Obawy były ogromne bowiem jedna bramka przy tak grającym Bayernie nie oznaczało wcale bezpiecznej zaliczki. Ba, praktycznie jej nie było dlatego od pierwszych minut bardzo wysoko zaatakowali. Chcieli jak najszybciej doprowadzić do remisu i spokojnie rozgrywać zawody na swoich zasadach. Spotkało ich więc ogromne zaskoczenie i niesamowity cios, który okazał się nokautem. Lepiej paryżanie nie mogli rozpocząć tego spotkania bo już w 3. minucie po akcji genialnego tego dnia, i w całym sezonie, Khvichy Kvaratskhelii. Gruzin z lewej strony podał na 15. metr a tam stał dobrze ustawiony Dembele.
Mocnym uderzeniem zapakował piłkę „pod ladę” Manuelowi Neuerowi i na Allianz Arena zapadła głucha cisza. Teraz nie była to już jedna, a dwie bramki. Po chwili totalnego ogłuszenia gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale byli rażąco nieskuteczni. Już wtedy zaczęło objawiać się genialne przygotowanie zawodników PSG, którzy potrafili skutecznie zneutralizować silne atuty Bayernu – Michaela Olise i Luisa Diaza. Co prawda potrafili oni dojść do strzału, jednak były one niecelne, przeleciały bezpiecznie nad bramką lub zostały zablokowane przez obrońców.
W tym meczu nie obyło się jednak również bez kontrowersji i wszystkie miały miejsce w pierwszej połowie. Najpierw piłkę ręką przy szybko napędzającej się akcji dotknął Nuno Mendes. Miał już żółtą kartkę i bardzo możliwe, że ta interwencja zakończyłaby się drugą i odprawieniem z boiska. Sędzia jednak wskazał…. piłkę dla PSG gdyż zauważył rękę Laimera chwilę wcześniej. Odbyło się to przy ogólnej wściekłości trybun i piłkarzy. Parę chwil później po interwencji Safonova futbolówkę wybijał Vitinha i nastrzelił Joao Nevesa. Drugi raz w krótkim czasie doszło do ogromnego harmidru.
Zasady w tej sytuacji były jednak jasne i sędzia postąpił zgodnie z regulaminem puszczając grę. To niesamowicie deprymowało miejscowych i pozwoliło PSG ponownie zaatakować. Po rzucie wolnym akcję zamykał Joao Neves, ale dobrze dysponowany jednak tego dnia był Neuer. Końcówka pierwszej połowy należała do gospodarzy. Bardzo niebezpiecznie uderzył Jamal Musiala, który po podaniu Olise miał za dużo miejsce. Na szczęście Safonov skutecznie obronił. Po chwili Niemiec ponowił próbę, ale tym razem niecelnie uderzając obok bramki. Podobnie do Taha w doliczonym czasie po czym sędzia zakończył pierwszą połowę.
Skalna obrona i kontrataki
Po przerwie gospodarze wyczuwalnie nasilili ataki, jednak PSG potrafiło skutecznie je neutralizować. Jeśli nie interweniowała obrona to bramkarz. Było widać, że Luis Enrique dał jasne wytyczne swoim podopiecznym. Nie dać się wyciągnąć i rozciągnąć linii defensywnej. Podwajać najbardziej niebezpiecznych piłkarzy – Olise i Diaza oraz skupić się na kontratakach. Jasno mówi o tym chociażby posiadanie piłki, 73 procent na korzyść Bayernu, które jest bardzo wymowne. O dziwo to jednak PSG było drużyną, która początkowo atakowała więcej. Ofensywne akcje Bayernu rozbijały się bowiem o skalną defensywę PSG.
My z kolei wykorzystując wysokie ustawienie Bawarczyków mieliśmy więcej miejsca z przodu, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Swoje szanse dwukrotnie zmarnował bardzo aktywny tego dnia Desire Doue i jedną Khvicha Kvaratskhelia. Za każdym razem interweniował jednak Neuer, który był zdecydowanie najlepszym piłkarzem Bayernu w tym starciu i utrzymywał ich w grze. Wyniku to jednak nie zmieniało. Gospodarze dominowali, my atakowaliśmy. Minuty mijały piekielnie powolnie a Vincent Kompany zdecydował się na zmiany.
Najpierw wprowadził Alphonso Daviesa i Kim Min-Jae. To właśnie ten pierwszy sprawił, że gospodarze oddali pierwszy celny strzał w tej połowie. A miało to miejsce dopiero w 69 minucie kiedy uderzył Jamal Musiala. To uskrzydliło Bayern, który po chwili ponownie zaatakował. Tym razem drugą stroną boiska za sprawą Michaela Olise. W obu przypadkach lepszy okazał się dobrze dysponowany Safonov. Widząc rosnącą przewagę Kompany zdecydował się na wsparcie ataku i wprowadzenie na plac gry Nicolasa Jacksona i Lenarta Karla. Postawili w pełni na ofensywę.
To było wodą na młyn dla PSG, które też dokonało zmian. Na boisku pojawił się Bradley Barcola, Lucas Hernandez, Lucas Beraldo i pod koniec Senny Mayulu. Enrique więc wzmocnił każdy sektor boiska i zmienił taktykę. Kazał piłkarzom grać wysokie piłki na połowę przeciwnika i przynosiło to efekty. Ponownie uderzył Kvaratskhelia a mocno we znaki Bayernowi dawał się też silny Barcola. To rozpraszało miejscowych i utrudniało im odrabianie strat – a czas leciał nieubłaganie i dało się wyczuć rosnące napięcie na stadionie i u zawodników.
Groźnie zaatakowali dopiero w 87 minucie i mogło zakończyć się to bramką. Dwukrotnie jednak dobrze interweniowała obrona utrzymując nas w grze. Dosłownie po chwili swoją okazję miał Barcola, jednak nie był w stanie pokonać Neuera dla którego była to już kolejna parada wysokiej klasy. Ostatnie minuty w pełni należały już do Bayernu, który postawił wszystko na jedną kartę. Częściowo się to opłaciło bo na dwie minuty przed końcem doliczonego czasu gry w końcu przebili się przez defensywę PSG. Silny strzał oddał Kane i nie dał szans Safonovowi. Zrobiło się więc piekielnie nerwowo, jednak drugiej bramki nie zdołali już strzelić.
Nasz awans stał się faktem, w bólach, pocie i krwi, ale jednak finał jest nasz. Jedziemy do Budapesztu bronić tytułu w starciu z Arsenalem. Ciężko objąć to myślami, po tak wymagającym sezonie 24/25, z kontuzjami, pokonaliśmy murowanych faworytów. Teraz pozostał tylko jeden, ostatni, krok. Nie pozostaje nam powiedzieć nic innego jak po prostu DZIĘKUJEMY!
