Spróbować szybko zamknąć mecz – zapowiedź starcia Liverpool vs PSG

Pozostał do wykonania jeden duży krok przed awansem do półfinału Ligi Mistrzów. Po wygranej 2:0 na Parc des Princes jedziemy na Anfield bronić zbudowanej zaliczki. Najważniejsze jest jej utrzymanie, ale w klubie panuje przeświadczenie, że ten mecz również chcemy wygrać.

Przed pierwszym gwizdkiem w Paryżu większość kibiców słusznie drżała o końcowy wynik. Liverpool miał w końcu z nami niedokończone rachunki z poprzedniego sezonu. To wtedy w 1/8 jako najlepsza drużyna fazy zasadniczej zmierzył się z PSG. Po wygranej na Parc des Princes anglicy ulegli u siebie 1:2 doprowadzając do dogrywki i karnych. W nich lepsi okazali się „Les Parisiens”, którzy tym samym awansowali do kolejnej rundy ostatecznie zwyciężając w całych rozgrywkach. Ta zadra pozostała w kibicach i piłkarzach „The Reds” aż do dzisiaj.

Musieli więc czuć ogromne rozczarowanie faktem, że przyjechali tydzień temu na Parc des Princes i zostali dosłownie rozsmarowani z murawą. Zupełnie nie istnieli w tym spotkaniu i nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Safonova. Mogą być wdzięczni PSG za brak skuteczności i momentami lekkie pokpienie sprawy, bo emocje w tym starciu mogły skończyć się już w pierwszym meczu. Mają aczkolwiek prawo sądzić, że ten wynik jest do odwrócenia, choć nie będzie to proste.

Zagrać jak na Stamford Bridge

Paryżanie z podobną, choć nieco większą zaliczką jechali na Stamford Bridge. Tam Chelsea próbowała bardzo szybko narzucić swoją grę i zakończyło się to dla nich fatalnie. Ostatecznie ulegli 3:0 i musieli pożegnać się z rozgrywkami już na etapie 1/8. Liverpool powinien więc uważnie prześledzić to spotkanie jeśli nie chce dopuścić do podobnej sytuacji. My z kolei mamy jasny cel – wytrzymać huraganowy napór Anglików w pierwszych minutach i ruszyć do zdobycia bramki. W przypadku wyniku 3:0 w dwumeczu sprawa powinna być już przesądzona. Najważniejsze jest, aby zbyt szybko nie stracić bramki.

To może bardzo ożywczo wpłynąć na gospodarzy a nam podciąć skrzydła. Tego musimy więc bardzo unikać. Jeśli to nam się uda to awans stoi przed nami otworem. Powinniśmy przyczaić się w okolicach połowy boiska, pozwolić też wejść „The Reds” wysoko na naszą połowę i wyjść z kontrą. To powinno załatwić sprawę i odebrać wszelkie chęci do dalszej gry gospodarzom. Jedno jest pewne, w tym starciu to teraz my jesteśmy faworytem. Nie zawiedźmy więc kibiców i ekspertów. A potem? Niech się dzieje wola nieba. Po tak wymagającym sezonie 24/25, nieudanych transferach i wielu kontuzjach półfinał Ligi Mistrzów i tak będzie dużym sukcesem. A być może fakt, że nic nie muszą a tylko mogą poniesie ich dalej?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *