Koncert PSG! Marsylia zmiażdzona! Powrót Ousmane Dembele?

To był koncert jedenastu piłkarzy PSG. Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości kto jest lepszą drużyną ten mecz dał jasną odpowiedź. Paryżanie pokonali Marsylię 5:0 i zanotowali najwyższą wygraną w „Le Classique” w historii!

Od pierwszych minut dało się zauważyć, że PSG gra z większą werwą. Ma więcej jakości, motywacji i po prostu argumentów. Olympique miał duży problem z wyjściem z własnej połowy, potrafiliśmy wysoko odebrać piłkę i skutecznie podprowadzić ją pod pole karne rywali. Na pierwsze efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 12 minucie po kapitalnym podaniu Nuno Mendesa do piłki dobiegł Barcola.

Miał przed sobą autostradę, którą skrzętnie wykorzystał podając wzdłuż boiska do Ousmane Dembele. Ten nie mylił się z okolic jedenastego metra i stadion oszalał. Właśnie takiego początku oczekiwaliśmy! Ta bramka nakręciła piłkarzy Luisa Enrique, którzy nie zamierzali osiąść na laurach. Na drugą bramkę musieliśmy jednak poczekać ponad dwiadzieścia minut. Było jednak warto na nią czekać.

Ousmane Dembele pokazał czemu otrzymał Złotą Piłkę. Jak tyczki minął Balerdiego i Medinę wchodząc w pole karne. Jego strzał z ostrego kąta zaskoczył bramkarza i mieliśmy już dwa do zera. Marsylia wydawała się bezradna schodząc na przerwę. My z kolei tryskaliśmy energią i wiele wskazywało, że na dwóch bramkach się to nie skończy.


Bramka miała dość

Po przerwie paryżanie wrócili do „misji”. Jak się okazało pierwsza połowa była jedynie przetarciem przed prawdziwym spektaklem. Od pierwszych minut drugiej części PSG miało jasny cel – strzelić jak najwięcej bramek. Marsylia też jednak potrafiła się odgryźć, choć ich strzały nie zdołały zaskoczyć Safonova. Rosjanin chyba na dobre rozgościł się między słupkami a kolejny dobry występ jedynie to potwierdził.

Z nim drużyna czuje się pewniej co wkrótce znalazło potwierdzenie. Mając skutecznie zabezpieczony tył można było atakować. Szczególnie, że Marsylia jak mogła starała się nam to ułatwić. Trzeci gol padł bowiem „z rąk” Facundo Mediny, który grał fatalne spotkanie. Wtedy właściwie stało się jasne, że tego meczu nie przegramy. Kilka chwil później stało się to niemal pewne, bo niedawno wprowadzony na boisko Kvara dołożył kolejne trafienie.

Pięknie złożył się do wysoko zagranej piłki i nie dał szans De Lange. To był już nokaut. PSG nie miało jednak zamiaru się zatrzymywać. Niemiłosiernie obijało bramkę gości i gdybyśmy mieli nieco więcej szczęścia ten mecz zakończyłby się wynikiem osiem, a nawet dziewięć do zera. Ostatecznie musieliśmy się zadowolić jedynie pięcioma bramkami. Wynik meczu ustalił Lee Kang-In potwierdzając dobre zmiany Enrique.

Dwaj jego ofensywni zmiennicy wpisali się na listę strzelców. Przy takim wyniku trener zdecydował się na to na co wielu czekało – debiut Dro Fernandeza. Hiszpan wszedł na boisko i pokazał się z niezłej strony, dało się zauważyć jego dobrą technikę, niezłe warunki fizyczne i spokój z piłką przy nodze. Lepszego meczu na debiut chyba nie mógł sobie wymarzyć. Podobnie jak kibice, którzy na długo zapamiętają ten mecz. Oby to był początek powrotu do formy z sezonu 24/25!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *