Trudna przeprawa i wygrana na Anfield! PSG w półfinale!
To spotkanie miało być trudne. I było. Paryżanie obiecywali jednak, że wygrają starcie. Tak też się stało. Możemy być dumni z postawy naszych piłkarzy. Wytrzymali niesamowity napór Liverpoolu by ostatecznie zwyciężyć 2:0. Tak się poznaje mentalność zwycięzcy! PSG z awansem!
Oczekiwania od początku były jasne, podobnie do przebiegu spotkania. Tutaj jednak trochę zmieniło się względem założeń. Liverpool od pierwszych minut miał rzucić się na PSG i szukać zmniejszenia przewagi „Les Parisiens”. To jednak paryżanie kontrolowali grę, potrafili wysoko odebrać piłkę i bardzo zachowawczo zachowywali się z nią przy nodze. Miało to jasny cel – nieco stonować Anglików, aby nie mieli okazji do napędzania swoich ataków. Z czasem coraz odważniej PSG zaczęło podchodzić pod bramkę Mamardashviliego. Oddali kilka strzałów, jednak żaden z nich nie był w stanie poważnie zagrozić bramce.
Najpierw w 9. minucie spotkania po pięknym podaniu do Warrena z bramki wyszedł gruzin i przeciął akcję. Piłka trafiła jednak pod nogi Dembele, który spróbował przelobować golkipera, jednak trafił prosto w niego. Niecałe dziesięć minut później miał drugą sytuację. Po przerzucie piłki na prawą stronę przyjął ją Joao Neves, minął obrońcę i wszedł w pole karne. Niestety piłkę z nogi zdjął mu właśnie Francuz i fatalnie przestrzelił. Gdyby zostawił piłkę Portugalczykowi najpewniej już w 16. minucie cieszylibyśmy się z prowadzenia. W kolejnych minutach PSG kontrolowało grę a w drużynach zaczęły pojawiać się kontuzje.
Kontuzje Hugo, Nuno oraz pobudka Liverpoolu
Niestety bardzo poważnej doznał Hugo Ekitike, który upadł bez kontaktu z rywalem i z boiska znoszony był przez medyków. Jesteśmy niemal pewni, że zerwał on ścięgno Achillesa. Nasz naczelny miał identyczną sytuację i od razu aż złapał się za nogę gdy zobaczył upadek Francuza. My mu wierzymy. Niedługo późnie boisko opuścił Nuno Mendes, on jednak zszedł z niego o własnych siłach. Ewidentnie poczuł jakieś ukłucie w udzie i Luis Enrique podjął błyskawiczną decyzję o zdjęciu go z placu gry, aby nie ryzykować. Jego miejsce zajął Hernandez z kolei Hugo zastąpił Mohamed Salah.
To właśnie on dośrodkował piłkę z prawej strony boiska i stworzył najgroźniejszą okazję Liverpoolu w pierwszej połowie. Najpierw jednak kapitalnie interweniował Safonov a chwilę później spod nóg Van Dijka futbolówkę wybił Marquinhos. Gdyby nie ta reakcja Liverpool z pewnością odrobiłby bramkę. Na nasze szczęście ta sztuka mu się nie udała. W 42. minucie Konate nie pozostał dłużny Brazylijczykowi i sam wybił piłkę spod nóg Dembele, który kapitalnie wszedł w pole karne. Do końca pierwszej połowy nic specjalnego już się nie wydarzyło. Obie drużyny miały okazję do strzelenia bramki, obie ich nie wykorzystały. Wizualnie jednak to PSG prezentowało się lepiej na murawie Anfield.
Po przerwie z minuty na minutę to gospodarze przejmowali pałeczkę i coraz groźniej atakowali bramkę Safonova. Najpierw płaski strzał posłał Gakpo (48. minuta) , później potężnie uderzył Gravenberch (55. minuta). W międzyczasie boisko po kontakcie z Szoboszlaiem opuścić musiał Doue (52. minuta), którego zastąpił wracający po kontuzji Barcola. To będzie kluczowe w kontekście późniejszych wydarzeń. Na ten jednak moment Liverpool z każdą chwilą coraz bardziej przyciskał PSG. Brakowało nam tego spokoju i dokładności z pierwszej połowy co skrzętnie wykorzystywali anglicy. Niesamowicie wtedy śmierdziało bramką, co chwilę bowiem potrafili oni sforsować obronę „Les Parisiens”.
Poza wspomnianymi zawodnikami szansę miał chociażby Kerkez czy Szoboszlai. Po jego strzale w 64 minucie piłka trafiłą pod nogi MacAlisstera, który po kontakcie z Pacho upadł na murawę w polu karnym. Sędzia wskazał na jedenasty metr a PSG zarzekało się, że faulu nie powinno w tej sytuacji być. Arbiter podszedł do monitora VAR i po krótkiej analizie odwołał decyzję. Trafna zmiana ze strony Włocha co niesamowicie zdeprymowało „The Reds”. Nam z kolei niesamowity kamień spadł z serca. To mogło bowiem oznaczać piekielnie nerwowe pół godziny gry. To jednak nie odebrało chęci Liverpoolowi, który dalej atakował bramkę Safonova.
PSG wykorzystało swoją szansę
Poczuli krew i coraz większą ilością piłkarzy wchodzili w naszą połowę. Wydawało się, że pomimo spartańskiej obrony zaraz ten mur padnie. Praktycznie od gwizdka w drugiej połowie PSG nie istniało w tym spotkaniu. Coraz wyższe ustawienie gospodarzy dało nam jednak odrobinę tlenu i napędziło akcję w 72. minucie. Piłkę przyjął Barcola, podciągnął ją pod pole karne, podał do Khvichy, ten do Dembele, który sprzed pola karnego lewą nogą posłał strzał na bramkę Mamardashviliego i pokonał go. Euforia na sektorze PSG i zupełne spuszczenie powietrza z kibiców i piłkarzy „The Reds”. Nic tego nie zapowiadało, a jednak to paryżanie wyszli na prowadzenie.
Po tej akcji gospodarze już nie atakowali tak zawzięcie. Zdali sobie najpewniej sprawę, że awans jest już przesądzony. Jeszcze raz strzału spróbował Kerkez, jednak trafił prosto w Safonova. Paryżanie z kolei uwierzyli w zwycięstwo również na Anfield i odzyskali wigor. Nieco pomógł nam Szoboszlai, który w doliczonym czasie gry źle posłał piłkę w środku pola. Trafiła ona do PSG, które szybkimi podaniami podciągnęło ją pod pole karne. Znów kluczowy był Barcola, który podał do lepiej ustawionego Dembele a ten zgasił światło na Anfield. Awans był pewny już wcześniej, wygrana w meczu stała się jasna dopiero wtedy, w 91 minucie meczu. Do końca meczu już nic specjalnego się nie wydarzyło. PSG po trudnym, ale bardzo udanym spotkaniu, awansowało do półfinału! Teraz czekamy na rywala! ALLEZ PARIS!
